Wacław Krupiński - Dziennik Polski 2001

 

Paweł Głowacki - Dziennik Polski 2001

Jan Poprawa - Suplement 2001

Magda Huzarska - Gazeta Krakowska 2001

Anna Potoniec - Gazeta Wyborcza 2001

Katarzyna Bąk - Chuchacz- Strona Kraków 2003

Paweł Głowacki - Dziennik Polski 2003
Radio - Lider 2003
Wacław Krupiński - Dziennik Polski 2004
Wacław Krupiński - Dziennik Polski 2005
Agnieszka Zachmann FAMA 2005
     
     
 
Katarzyna Bąk-Chuchacz - Strona Kraków 2003
 
     
 

Dwa lata temu, będąc jeszcze w Szkole Teatralnej, debiutowała Pani na Scenie "Przy Pompie". Czy to dobre miejsce na koncerty?
Magdalena Sekuła: To był mój pierwszy, samodzielny recital. Oczywiście wcześniej były spektakle szkolne, konkursy, ale to nie to samo. Był na pewno wielkim przeżyciem. Dużo radości, ale tyle samo obaw. Miałam szczęście, że te pierwsze, najtrudniejsze kroki stawiałam właśnie w tym miejscu. Sceny ogródkowe, a taką jest Scena "Przy Pompie", są naprawdę wyjątkowe. Nie ma efektu teatralności, sztywności. Jest jedynie przyroda i muzyka.

Co Pani daje tak bliski kontakt z publicznością?
Nie wiem... Naprawdę, nie wiem... Śpiewając staram się przede wszystkim myśleć o piosenkach. Jak najbardziej się w nich zapomnieć. Dogłębnie oddać się temu, co robię, absolutnie nie myśląc o „wyinscenizowanym” geście, dźwięku. Poddaję się chwili, a bliskość publiczności jest chyba naturalną konsekwencją mojego „uczciwego przebywania”.

Wykonuje Pani trudną, niezbyt popularną, klimatyczną muzykę. Są to między innymi Paolo Conte, Jacque Brel, Leonard Cohen, Edith Piaf. Skąd pomysł na taki repertuar?
Pomysł wypłynął z serca. Piosenki, które śpiewam są najczęściej moimi ukochanymi. One zawsze gdzieś we mnie były lub też są wynikiem absolutnego zauroczenia. Nie kieruję się tak zwaną popularnością piosenek. Istotne jest jedynie to, czy coś mi się podoba, czy nie. Szukam w tych melodiach, tekstach siebie (szczególnie, że są to na razie piosenki zapożyczone), mojego odczuwania, mojej wrażliwości. Bez tego niczego nie da się zaśpiewać, a jeżeli nawet się da, trzeba zapytać „po co?”

Co Pani czuje kiedy w oczach słuchaczy pojawiają się łzy, a na twarzach uśmiech?
Myśli Pani, że to zasługa Szkoły Teatralnej, czy własnej wrażliwości?

Hmmm... (śmiech). Wrażliwość czasem trudno w sobie odnaleźć. Trudno się do niej przyznać. Dużym ryzykiem jest wystawianie na widok publiczny własnych uczuć. To strasznie trudne. Szkoła, jeśli oczywiście trafimy na przyjaznych ludzi, pomaga nam odkryć siebie. Ja miałam dużo szczęścia, ponieważ dane mi było spotkać cudownych pedagogów, Józefa Opalskiego, Janusza Grzywacza, Alicję Sławecką, którzy pozwalali mi, a wręcz namawiali, aby ufać sobie.

Czuje się Pani bardziej aktorką czy wokalistką?
Zdecydowanie wolę o sobie myśleć jako o wokalistce, niż o śpiewającej aktorce. Muzyka zawsze była obecna w moim życiu i to właśnie jej podporządkowuję myśl w piosenkach, które wykonuję. Wyznacza mi ona kierunek, w którym chcę podążać.

Miłość, to temat przewodni wykonywanych przez Panią utworów.
Dlaczego chce Pani śpiewać o tym, o czym śpiewa większość artystów?

To bardzo proste i banalne jednocześnie. Bez miłości nie byłoby nic, nie byłoby nas. Nie byłoby też mojego śpiewania. Miłość jest początkiem i końcem wszystkiego. Ma różne odcienie, zarówno te piękne, jak i trudne...

Łatwo jest się dzisiaj przebić młodej śpiewającej aktorce, być zauważoną?
Czy jest zapotrzebowanie na śpiewających aktorów?

Ten zawód jest bardzo trudny, ponieważ jest tak naprawdę zawodem wolnym. Nie można tu myśleć o stałej pracy. To ciągłe lawirowanie. Przeszkodą jest konkurencja i duża trudność w dotarciu do publiczności. Moim marzeniem jest oczywiście nagranie płyty z własnym repertuarem, do czego konsekwentnie zmierzam. Nie jest to łatwe. Największym problemem dla młodej, śpiewającej osoby jest sfinansowanie takiego przedsięwzięcia. Potrzeba do tego dużo szczęścia ...

Są miejsca, w których występuje się Pani lepiej bądź gorzej?
Na pewno wolę śpiewać czując bliskość widza. Pomaga mi kameralny klimat. Każdy koncert to dla mnie wielkie święto, na które czekam z utęsknieniem.

Jak zachęciłaby Pani czytelników do uczestnictwa w wieczorach "Przy Pompie"?
Niech pomyślę... Zapraszam Państwa na niepowtarzalne, letnie wieczory, pełne muzyki i uroku, który zapewnia zaciszny ogródek Sceny "Przy Pompie". Ja ze swojej strony zapewniam, że postaram się wyśpiewać całe moje serce!

 
 
Katarzyna Bąk-Chuchacz
 
 
 
 
do góry
 
    zzzzzzzzzzz
 
Copyright© Magda Sekuła 2003 | art@magdasekula.com.pl
 
     
     
Powrót do wejścia